Walentynkowe opowieści

11.02.2008, 20:16 - Osobiste

Duże miasto na wschodzie Polski w godzinach szczytu. Gąszcz samochodów przesuwających się powolnym wężykiem ku swojemu przeznaczeniu. Środkowym pasem sunie właśnie popularny "bus" z logiem lokalnego operatora internetu na drzwiach.

Kierowca tegoż, jak się później okaże mający tyle samo kultury co włosów na głowie, szybko przemyka wzdłuż zabudowań, hamuje na światłach, znowu rusza, i tak w kółko. Pojazd wypełniony po brzegi ludźmi, którzy w ciszy kontemplują widoki w zaparowanych oknach. Młody chłopak przykłada właśnie telefon do ucha, blondynka wyciąga notatki ze studiów. Jedno z ostatnich miejsc zajmuje student z laptopówką na kolanach. Tak, to właśnie ja.

Spoglądam półprzytomnym wzrokiem przez okno, patrząc raz na drętwe towarzystwo pasażerów, raz na uciekające billboardy. Na jednym z nich widnieje na napis na czerwonym tle "Ten billboard nie poleciał na Galapagos". Zastanawiając się nad zamysłem nieznanego mi copywritera, upajam się kojącymi dźwiękami "Tubular Bells" Mike'a Oldfielda.

W pewnym momencie sielankowy powrót do domu przestaje być sielankowy, a wręcz zamienia się w horror najgorszego sortu. W busie rozlega się ten dźwięk. Winnego (a właściwie winną) przerwania mojego transu namierzam w ułamku sekundy. Młoda, siedząca pół metra ode mnie dziewczyna właśnie odebrała wiadomość tekstową, nie zważając na to, że jej dzwonek przekrzyczał elektroniczną smugę dźwięków sączących się do moich uszu.

W pewnym momencie dźwięk rozlega się ponownie, tym razem od początku do końca. Nawet przesuniecie suwaka głośności w odtwarzaczu MP3 nie pomaga. Pasażerowie nadal siedzą w milczeniu i patrzą przed siebie wzrokiem bezwolnych zombie.

Trzy. Cztery. Pięć. Po szóstym odtworzeniu kretyńskiej empetrójki zaczynam zastanawiać się, co takiego złego było w polifonii, że zastąpiły ją dzwonki true tone. Tymczasem kierowca mija kolejny billboard, głoszący że Walentynki już 16 lutego (sic!). Tuż przed rondem wpada na pomysł zmiany pasa, co czyni ku zachwytowi innych kierowców i mojemu niesmakowi. Dwa klaksony budzą uśpioną dotychczas czujność podróżnych.

Tuż przed wjazdem na skrzyżowanie hamuje, zaciąga hamulec ręczny i wysiada. No i obrywa się Bogu ducha winnym samcom owcy oraz ciężko pracującym paniom wolnego nieopodatkowanego zawodu. Spoglądam na ludzi i stwierdzam, że jestem jedynym człowiekiem na sali, który na dźwięk powyższych pozdrowień nie śmieje się.

Mike'a Oldfielda zastępuje Nic Chagall. Między jedną a drugą kwestią wokalną dobiega mnie dźwięk rozładowanej baterii w komórkach Sony Ericssona. Tak, to ten sam telefon. "Umrzyj", myślę gorączkowo. Całe szczęście, moje katusze dobiegają końca, pasażerka właśnie opuszcza pojazd.

A miałem napisać o konferencji, promocyjnym zestawie podręczników do nauki języka angielskiego w szkole podstawowej, dwóch bloczkach kartek i długopisach z logiem Longmana, wszystko z okazji Walentynek. Chyba za rzadko jeżdżę busami.

Tagi Technorati:

Dodaj do zakładek · RSS dla komentarzy · Adres trackback

Komentarze do wpisu:

  1. dRaiser

    Mimo wszystko zazdroszczę Ci tego, że umiesz się tak odseparować od świata ze swoją empetrójką. Ja zawsze jednak spoglądam nieufnie na te wszystkie, kiwające się zombie.

    PS: Walentynki 16? Pomyłka, czy miałeś coś na myśli?

  2. Lukem

    Tak było na billboardzie, nie wiem co to za firma wystawiła takie cudo. :)

  3. lavinka

    „hamuje na światłach, znowu rusza, i tak w kółko” A spodziewałeś się,że przejedzie na czerwonym? Chyba rzeczywiście za rzadko jeździsz autobusami. Poćwicz cierpliwość komunikacyjną :)))

  4. Lukem

    Nic podobnego. Z cierpliwością nie jest u mnie aż tak źle, od 3 lat sam prowadzę. :)

  5. aasiek

    nienawidzę autobusów, a muszę nimi jeździć codziennie.
    wierz mi, że to, co przeżyłeś to nic. ja na co dzień słyszę i widuję gorsze rzeczy ;)
    ale dobrze napisane, ot co ;)

  6. Marcin / Ktos

    U mnie w dużym mieście na wschodzie Polski firma od centrum handlowego pewnego wystawiła te bilboardy z 16 lutego, co mnie rozwala nieprzeciętnie :-)

  7. Lanooz

    Jazda komunikacją miejską jest dla mnie wspaniałą chwilą. Mówi to osoba, która jeździ nimi od 5 lat codziennie :P
    Kurczę, wszystko co się tam dzieje jest takie….ciekawe! :P Uwielbiam siedzieć z słuchawkami w uszach i obserwować ludzi, ich reakcje. Jak rano, gorączkowo zerkają w zegarek, myśląc, że się właśnie spóżniają do pracy.
    Kiedy w momencie gdy babcia wchodzi do autobusu wszyscy zaczynają nerwowo patrzeć na ludzi siedzących dookoła, aby w końcu z rezygnacją ustąpić pani miejsce.
    Zawsze kiedy ktoś czytuje w autobusie ksiażke, staram się dojrzeć co to za tytuł i zanotować w głowie aby pewnego dnia również po nią sięgnąć i po części poznać człowieka siedzącego obok czy przede mną :)

    Ah! Każda jazda obfituje w coś nowego! :))

  8. Lukem

    Marcin: Rozmawiamy o tym samym mieście, naprawdę. :)

  9. platomek

    Łukaszu mówisz o Lublinie?

  10. Lukem

    Nie inaczej. ;)

  11. platomek

    W takim razie muszę znaleźć te bilbordy jak wrócę do Lublina na II semestr

  12. Lukem

    W takim razie podpowiem, że billboard o Walentynkach widziałem chyba na Krakowskim Przedmieściu (Marcin wie dokładnie), zaś ten o Galapagos na wyjeździe z miasta w kierunku Kraśnika. Trochę je przemieściłem na potrzeby wpisu.

    Zaczynam żałować, że nie zrobiłem zdjęcia temu pierwszemu...

  13. Marcin / Ktos

    Ja widziałem na ścianie któregoś z budynków w drodze na Politechnikę, nie kojarzę gdzie jest na Krakowskim.

    Ten o Galapagos jest też u mnie na Czechowie, na skrzyżowaniu Kompozytorów i Elsnera.

  14. Arietta

    Już dawno nie jeżdziłam busami:) Ale przypomniałeś mi stare ‘dobre’ czasy:) I te zombie.. heh

Skomentuj wpis:

W komentarzach działa Textile (bez obrazków).

 Kod