O limitowaniu przyjaźni
12.05.2008, 20:40 - InternetDzisiejszy strip na Geek and Poke wprawił mnie w zadumę. Nie bez zaskoczenia dowiedziałem się (tak, dopiero teraz), że na Facebooku (na którym kiedyś miałem konto, które nie przydało mi się właściwie do niczego) istniał do niedawna limit 5 tysięcy znajomych na liście. A właściwie istnieje nadal, ale jak głosi TechCrunch, wkrótce zostanie zniesiony (albo już został?).
Dla takich ludzi jak skądinąd znany Robert Scoble czy Jason Calacanis (który, sądząc po komentarzach, sam sobie naważył tego piwa) ten pozornie nieosiągalny limit okazał się zbyt mały. Jak głosi wieść gminna, sam Scoble ponoć odgrażał się, że założy drugie konto, co stanowiłoby naruszenie zasad korzystania z serwisu.
Dalsza lektura wpisów na blogu Roberta i innych utwierdziła mnie w przekonaniu, że owe 5 tysięcy znajomości są tak samo symboliczne jak 640 kB RAMu dla Billa Gatesa. Wydawałoby się, że tyle powinno każdemu wystarczyć, a jednak niekoniecznie.
Tyle o zachodniej części internetu. Na codzień nie czytuję ani TechCruncha ani Scobleizera i nie było moim założeniem tłumaczyć coś, co nie ma zbyt wielkiego przełożenia na polską sieć. Właściwie to nawet bym o tym nie napisał, gdyby nie zaproszenie na Naszej-klasie od kolejnej gimnazjalistki, która zna mnie jako praktykanta ze swoich lekcji angielskiego. Zadałem sobie pytanie: co by było, gdyby n-k wprowadziła taki limit?
Prawdopodobnie ucierpiałyby te wszystkie śmieszne profile grupowe, zrzeszające ludzi o tym samym imieniu, nazwisku, miejscu zamieszkania, numerze buta, stanika i czymkolwiek się da, zaś ludzie (ci młodzi w szczególności) zaczęliby tak samo protestować jak Scoble (a może nawet z większą wściekłością). Prawda jednak jest taka, że o ile konta zakładane psom czy mające na celu po prostu gromadzenie jak największej ilości znaczków po... pokemo... tfu! ludzi na liście są (delikatnie mówiąc) dziwną praktyką, o tyle posiadanie populacji małego miasta w swoim profilu ma niewiele wspólnego z gromadzeniem znajomych.
Należałoby tu zauważyć, że to nie problem ludzi, ale nazewnictwa. Znajomy na naszej-klasie to nie to samo co znajomy w realnym życiu. Niby oczywiste, ale jednak język polski nie znalazł lepszego słowa na określenie znajomości za pośrednictwem serwisu społecznościowego. Połączenia, koneksje - głupio brzmi.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w zachodnich społecznościach znajomi to po prostu "Friends" (przyjaciele) - nie jest chyba aż tak źle. I nie dziwi mnie ani trochę, że słowo "przyjaźń" straciło dla mnie swoje pierwotne znaczenie, choć temat ten jest zbyt rozległy by zwalać go tylko na serwisy społecznościowe. Coś w tym jednak jest.
UPDATE - 13.05.2008 r., 19:28
Wygląda na to, że sprawy poruszone w tym wpisie wymagają sprostowania. Żeby za mocno nie powtarzać tego, co napisałem już w komentarzu, podsumuję w punktach:
- Napisałem o n-k wyłącznie dlatego, że jest jedynym serwisem społecznościowym w Polsce z taką siłą przebicia jak Facebook za oceanem. Gdyby akcja działa się dwa-trzy lata wcześniej, pojawiłoby się tu zapewne Grono/Spinacz/dowolny inna popularna wtedy społeczność. Nawet Bebo, gdyby już wtedy miało polską wersję.
- Cenię n-k za to, że znacząco ułatwiła mi kontakty z między dawnymi i obecnymi znajomymi. Na dzień dzisiejszy mógłbym z niej korzystać zamiast z Gadu-Gadu (zakładając, że nie byłoby kolejnych awarii serwera), zwłaszcza że od niedawna umożliwia podpatrzenie, kto ze znajomych jest aktualnie dostępny.
- Nie podoba mi się pomysł profili grupowych i odrzucam od nich zaproszenia, ale to co napisałem o nich było tylko i wyłącznie lekko ironicznym teoretyzowaniem "co by było gdyby". Niespecjalnie podoba mi się, gdy widzę je w swoich szkołach i klasach. Nic jednak na to nie poradzę, więc wolę robić swoje.
- To wszystko, co napisałem o przyjaźni jest marginalną dygresją opartą o moje osobiste doświadczenia (których zbyt wiele się tu nie pojawi w przeciwieństwie do świeżo pogrzebanego archiwum z WordPress). Jeśli w Waszym przypadku wygląda to inaczej, to fajnie.
- Nie uważam nazywania wszystkich znajomych jak leci "przyjaciółmi" za normalną praktykę i raczej nieprędko zmienię zdanie na ten temat.
- Pomysł na limitowanie liczby znajomych uważam za groteskowy i niemożliwy do zrealizowania. Z kolei zaproszenia od własnych uczniów są bardzo sympatyczne.
Jeżeli ten wpis podniósł komuś ciśnienie - sorry.
Komentarze do wpisu:
- aasiek
13.05.2008, 0:18
źle piszesz. a propos słowa ‘friend’. mimo wszystko polacy nadal dawkują przyjaźnie, nie potrafimy tego traktować tak luźno jak anglicy na przykład. dla nas nie każdy jest friendem :P
odnośnie n-k i nakładania limitów. no jestem za, okej. ale po co to? czy naprawdę przeszkadza Ci to, że jakaś 10letnia Ola zgarnie masę znajomych i będzie się nimi cieszyć. faktem jest, że już za kilka miesięcy konta na naszej klasie będą znikać, bo ludzie powoli będą rezygnować ( w samym zeszłym miesięcy konta zamknęło 6 moich znajomych ). po co bawić się w limity. na razie niech pracują nad usprawnieniem pracy i zabawy. a zaproszeń od szalonych gimnazjalistek przyjmować nie musisz.
- CoSTa
13.05.2008, 9:27
„Prawdopodobnie ucierpiałyby te wszystkie śmieszne profile grupowe, zrzeszające ludzi o tym samym imieniu, nazwisku, miejscu zamieszkania, numerze buta, stanika i czymkolwiek się da”
Tekst bez wycieczki w stronę NK tekstem straconym? Luke, stać Cię na nieco więcej niż Wyborcza każe. Co Ci przeszkadza NK??? Co w ogóle Cię obchodzi, że ktoś chce się organizować wedle kryterium rozmiaru stanika??? Jego sprawa i innych ludzi, którym się tak organizować chce. Robią to dobrowolnie i nikt ich do niczego nie zmusza. To tylko tych ludzi sprawa, jak chcą się organizować. Krzywdy nikomu nie robią. Oczywiście można się z tego nabijać i krytykować ale kiedy robi się z tego moda…
Moda na jeżdżenie po NK i ludzi z tego serwisu korzystających irytuje straszliwie. Korzystam, chwalę sobie, mam kontakt ze znajomymi sprzed lat. Co w tym złego??? Co tak Ci w tym przeszkadza? Nie rozumiem tej mody, uważam ją za głupią a przyjętą przez niegłupiego faceta – za żenującą.
A co do utraty znaczenia słowa „przyjaźń” – nie obserwuję czegoś takiego. Wśród starszych i młodszych moich znajomych istnienie serwisów społecznościowych nie zdeprecjonowało znaczenia przyjaźni. Widać nasze środowiska się dosyć mocno różnią w takim razie, niemniej z własnych obserwacji nie mogę tego potwierdzić.
Lukem 13.05.2008, 11:03
Asia: Osobiście nie wiem, czy chciałbym mieć tylu „friendów” (tudzież przyjaciół). W tej jednej kwestii mam konserwatywne poglądy – słowo „przyjaźń” jednak znaczy dla mnie nieco więcej niż powiązanie w bazie danych serwisu społecznościowego. Ale to temat na inną okazję.
(a zaproszenia od byłych uczniów to wbrew pozorom bardzo miła rzecz, prawie jak mówienie „dzień dobry” na ulicy)
CoSTa: Pokaż mi zatem inny serwis społecznościowy w Polsce, który ma takie samo znaczenie dla przeciętnego polskiego internauty jak dla Amerykanów Facebook. Nie zamierzałem po nim jeździć – użyłem go tylko po to, żeby sobie poteoretyzować „co by było gdyby”. Daleko mi do osławionej mentalności GW i nie mam żadnego interesu, żeby go oczerniać.
Wszystko byłoby z tymi profilami fajnie, gdybym nie musiał co jakiś czas odrzucać zaproszeń od nich. Drażni mnie też, kiedy widzę je w swoich szkołach i klasach.
I żeby nie było nieporozumień:
Lubię n-k taką, jaka jest. Doceniam, że za jego pośrednictwem mam kontakt z prawie każdym dawnym i obecnym znajomym, niezależnie czy jest w kraju czy poza nim. Krytykuję niektóre zachowania jego użytkowników, jednak wiem, że swoim kłapaniem nie zawrócę Wisły.
Wieczorem napiszę coś w rodzaju sprostowania, bo mam wrażenie że wyszło zupełnie co innego niż miałem na myśli.
bobiko
16.05.2008, 11:14
Nie trzeba po raz kolejny przedstawiac fenomenu, jakim jest N-K w Polsce, co więcej stało się swoistą książką kontaktów z znajomymi.
To, że coraz częściej spotykamy zdjęcia w stylu fotki, to już niestety wina samego użytkownika. Panowie z N-K udostępnili nam platformę, a za resztę odpowiadamy my jako użytkownicy.
Osobiście też sie ciesze z fenomenu i działalności samego serwisu.i podzielam opinię o ograniczeniu znajomych / przyjaciół (jakkolwiek to brzmi). :)
- CoSTa
20.05.2008, 9:56
Lukem:
„Pokaż mi zatem inny serwis społecznościowy w Polsce, który ma takie samo znaczenie dla przeciętnego polskiego internauty jak dla Amerykanów Facebook.”Nie pokaże bo po prostu serwisów społecznościowych nie używam, prócz wspomnianej NK. Nie wiem nawet co ten cały Facebook robi i szczerze mówiąc średnio mnie to obchodzi. Deprecjonowanie serwisu li tylko dlatego, że jest on właśnie społecznościowy czego skutkiem mogą być niekontrolowane zachowania jego uczestników, to dziwne pojmowanie serwisów społecznościowych w ogóle.
„Wszystko byłoby z tymi profilami fajnie, gdybym nie musiał co jakiś czas odrzucać zaproszeń od nich. Drażni mnie też, kiedy widzę je w swoich szkołach i klasach.”
Życzenie by kontaktowali się ze mną tylko ludzie/profile wartościowi (cokolwiek miałoby to znaczyć) i nie-tacy-których-nie-chę to dosyć dziecinne podejście do serwisu, w którym nie masz zbytnio wpływu na to, kto może się z tobą kontaktować. Równie dobrze mógłbyś sobie nie życzyć klikających nastolatek na GG czy gadania na ircu tylko z kolesiami z IQ powyżej jakiejśtam średniej. To po prostu tak nie działa.
Sorry Lukem ale takie są właśnie uroki tych serwisów. Korzystasz z nich jak widzę solidnie ale chyba ci to umyka. Chcesz prywatności, poziomu i czego tam jeszcze? Załóż sobie moderowaną grupę w Google Groups i ognia. Ja wiem, że jojczenie na NK jest trendy ale te trendy się nudzą i zaczynają drażnić.
bobiko
20.05.2008, 10:01
Jak ktoś kiedy powiedział, wszystko ma swój koniec i początek. N-K jeszcze pożyje, ale juz powoli staje się taką drugą fotką – konsekwencja ludzkich zachowań.
Lukem 20.05.2008, 12:16
Nadal się nie rozumiemy.
Nie pisałem tego tekstu w celu krytyki n-k.
Pokazałem co by było, gdyby w n-k nastąpiła podobna sytuacja z limitami jak w FB. Moje zdanie na temat zachowania niektórych ludzi nie ma tu znaczenia, mimo że jest takie jakie jest.
Przeciętny polski internauta, niezależnie od wieku, płci czy stanu wiedzy informatycznej zna n-k a nie Grono/Bebo/cokolwiek innego. Stąd taki mòj wybór materiału do rozważań.
Na marginesie: jeśli chodzi o społeczności to jestem tylko na n-k i LinkedIn (mimo że w wielu miejscach miałem profile), więc za eksperta w tej materii się nie uważam.
Czy teraz wszystko jasne?
Łukasz Wójcik