Osiem bitów wspomnień
23.05.2008, 10:26 - RóżneTydzień temu w telewizji leciała kultowa "Seksmisja" Juliusza Machulskiego. Podarowałem sobie jednak kolejny seans na rzecz wieczoru wspomnień - zapragnąłem zagrać w komputerowy odpowiednik filmu, znany jako AD 2044. Ba, nie mówię tu o pecetowej produkcji LK Avalonu, lecz pierwowzorze dla Atari autorstwa Rolanda Pantoły.
Ta ekscentryczna i niecodzienna zachcianka (inspirowana zresztą Settlersami 2 u CoSTy) nie była trudna do zrealizowania. W niecałe pięć minut znalazłem i skonfigurowałem emulator Atari XE, razem z nieśmiertelnym self-testem i interpreterem Basica. Kolejny krok to romy obrazy dyskowe gry (*.atr), co też nie przysporzyło mi większych trudności. Dwa niewielkie pliki wylądowały na moim dysku. I tak zaczęło się wspominanie czasów, kiedy gry obsługiwało się przylepianym do podłoża cyfrowym joystickiem, a ładowanie gier z kaset magnetofonowych było uświęconym rytuałem trwającym 10-20 minut. A spróbował ktoś ruszyć stołem albo za głośno oddychać i całe ładowanie szlag trafiał - od nowa wyłączyć, Start i Option, Play, spacja, wio. To chyba jedyne, czego współczesne komputery ze swoją mocą obliczeniową nie są w stanie zemulować. ;)
AD 2044 vel Seksmisja uraczyła mnie muzyczką i ekranem powitalnym. I tak znalazłem się w znajomym skądinąd pokoju, gdzie czekał na mnie posiłek (pierwszy od ponad 40 lat) i ukryta rama fajek...
Jak przystało na przygodówkę, gra zafundowała mi niezły trening dla szarych komórek. Grałem bez podpowiedzi i zajęło mi to trochę czasu (zbieranie wszystkich przedmiotów jak leci i metoda prób i błędów nie są najlepszym sposobem na jej przejście). Archaiczna grafika i śladowe udźwiękowienie nie robiły mi różnicy - nawet po 17 latach od premiery Seksmisja jest ekstremalnie grywalna i potrafi przykuć na dłuższy czas. Nie wspomnę już o licznych humorystycznych wstawkach, łącznie z możliwością odwiedzenia basenu...
Na swój sposób fajne to były czasy, kiedy wydać grę mógł praktycznie każdy domorosły programista, a prawa autorskie były jeszcze martwym przepisem. A ja, jako kilkuletni łepek programowałem sobie w Basicu i zagrywałem się w River Raid, Moon Patrol czy "Burdel Dash". Jeszcze bardziej niesamowite jest, jak prężna i dynamiczna była ówczesna sfera ośmiobitowców (wychodziły nawet czasopisma, o czym dowiedziałem się dopiero teraz - Bajtka tu nie liczę). Trzeba było kilkunastu lat, bym spojrzał na to wszystko z sentymentem i wzruszeniem.
Dziwnie się wraca do współczesnej rzeczywistości, gdzie nawet mój telefon ma dużo lepsze parametry od Atari 65XE, a słynne 640 kB pamięci Billa Gatesa już dawno wylądowało w kącikach humorystycznych. No i inaczej się patrzy na to wszystko.
Komentarze do wpisu:
- dely
23.05.2008, 10:39
Co to są „romy gry”?
Lukem 23.05.2008, 10:42
Pliki (w przypadku Atari o rozszerzeniu ATR), w których jest zapisana dana gra/program i które można (a raczej trzeba) obsłużyć emulatorem.
Jajcuś
23.05.2008, 10:45
Prawa autorskie martwym przepisem? Niby tak. Ale to LK Avalon nauczył mnie je szanować. I zdaje się, że nie byłem jedynym, który za swoje kieszonkowe zamawiał oryginalne gry tej wytwórni…
Lukem 23.05.2008, 11:33
To prawda, jednak wtedy to wszystko dopiero „kiełkowało”. Istniały nawet sklepy, do których można było pójść po gry ze swoją kasetą/dyskietką...
W każdym razie wiem jak wyglądał oryginalny Hans Kloss, Operation Blood oraz zbiorowe wydawnictwa takiej jednej firmy z Płocka (nie pamiętam nazwy… Relax chyba?).
Zresztą tu nie chodzi tylko o odbiorców. Twórcom gier też zdarzało się błądzić...
- dely
23.05.2008, 11:40
Plik ATR w żadnym przypadku nie jest romem. Nawet nie jest podobny i nie ma nic z nim wspólnego.
- BTM
23.05.2008, 11:51
Z delym na ten temat się nie dyskutuje ;-)
- Adam Klimowski
23.05.2008, 12:34
A ja sobie ostatnio przypominałem Kreta (http://www.adamklimowski.pl/kret-gra-logiczna.html)- trochę nowszy, choć równie grywalny.
Lukem 23.05.2008, 12:34
dely:
Czym zatem jest rom?Poprawiłem wpis. ROM to jak sądzę kopia danych, np. z cartridge'a - mam rację?Adam: Na obrazku wygląda trochę jak coś pomiędzy Tetrisem a Mahjongiem...
Elwis
23.05.2008, 12:44
Achh… Kochane 8bitów. Niestety zachaczyłem się tylko na pegasusa, ale mimo wszystko zasmakowłałem gier, które imponowały wszystkim poza grafiką :)
- lavinka
23.05.2008, 19:16
Ty weź przestań :) Pamiętam jak grałam w grę, którą wgrywało się z kasety magnetofonowej :) Nie wiem jaki to był komputer, nie pamętam… tyle,że był dość mały i klawiatura miała miękkie przyciski.
- BTM
23.05.2008, 19:31
@lavinka: z miękkimi klawiszami to tylko ZX Spectrum kojarzę ;-)
@lukem: dobrze kombinujesz
- dely
23.05.2008, 21:48
ROM – jak sama nazwa wskazuje to Read Only Memory, nijak więc to nie przekłada się na dyskietkę względnie kasetę. ATR natomiast to obraz dyskietki sektor po sektorze + 16 bajtów nagłówka. Proszę skonsultować resztę pod tym linkiem
- Scytale
24.05.2008, 10:37
Ktos pamieta czasy, gdy programy i gry na Atari XE nagrywalo sie na kasety prosto z Rozglosni Harcerskiej? :)
- btm
24.05.2008, 10:37
Dużo osób pewnie ;]
- Paweł (dRaiser)
24.05.2008, 12:37
Ja czaskałem tylko chwilę na Commodorku niestety, ale zazdroszczę wspomnień :)
- Michal
24.05.2008, 13:44
Stare czasy.. ach
Lukem 24.05.2008, 22:18
dely: Dzięki, mam jasność.
Scytale, btm: Tego akurat nie pamiętam, ale w sumie nic dziwnego, młody byłem. ;) Chociaż brzmi to dzisiaj nieprawdopodobnie.
- BTM
24.05.2008, 22:21
Heh. Bardziej nie prawdopodobne są rzeczy, które dziś spowodowały, że z żoną kichaliśmy – odkurzyliśmy – dosłownie, od tego kicham :P – stare numery kultowych pism – Secret Service nr 1 (‘93), Top Secret nr 1 (‘90), Bajtek nr 9 (‘87) i Komputer (‘87) :)
Lukem 24.05.2008, 22:29
Jeden numer Secret Service to nawet gdzieś mam…
O, leży obok mnie. :) Nr 27. W rolach głównych konkurs z serią Alone in the Dark, zapowiedzi (wśród nich m.in. Need For Speed i Actua Soccer), recenzja Cytadeli, Prisoner of Ice i artykuł o Sony PlayStation. No i reklama sklepu komputerowego oferującego Pentium 90 za 3918 zł. Nie mam okładki, ale strzelam że to rok 1994.
danadam
25.05.2008, 0:12
@Lukem: Jak to ta Cytadela to 1995.
Lukem 26.05.2008, 12:28
Ta. Czyli faktycznie, 1995.








Łukasz Wójcik