Odwieczny problem z Gadu-Gadu

Branch podlinkował na swoim blogu filmik o rozmowach na Gadu-Gadu. No i wypłynęły stare jak świat dylematy wokół statusu “niewidoczny” oraz pytań w stylu “jesteś?”.

Zacznę w odwrotnej kolejności niż planowałem, czyli od filmiku. Na jego widok przypomniała mi się reklama pewnej agencji interaktywnej, która za jego pomocą obwieściła swoje wejście do Second Life. Obejrzyjcie i pomyślcie: co wspólnego z sobą mają te dwa filmiki?


Zobacz na YouTube

Odpowiedź jest prosta: jeden i drugi przenosi schematy ze świata wirtualnego w ten realny. Z jakim skutkiem? Takim, że ukazane sytuacje wyglądają nienaturalnie. Można się śmiać z ludzi zderzających się ze sobą czy ścianami, tak samo jak dwójki ludzi którzy wymieniają strzępki zdań stojąc naprzeciwko siebie. Ale, na miły Bóg, nie popadajmy w przesadę.

Rozmowa na Gadu-Gadu, podobnie jak system sterowania w Second Life, mają z “pierwszym” życiem niewiele wspólnego. Jedno i drugie jest zubożoną wirtualizacją procesów zachodzących w rzeczywistości - zubożoną do tego stopnia, że przenoszenie tych zjawisk w drugą stronę mija się z celem. Innymi słowy - nie potrafię znaleźć celu, dla którego nieznany mi autor (autorzy?) ukazał rozmowy przez komunikator tak, jakby była to prawdziwa wymiana zdań między ludźmi. No po prostu nie potrafi.

Jeżeli chodziło mu/im o obrazowe ukazanie bezsensu używania statusu “niewidoczny”, to sorry - do mnie, jako Wiecznie Niewidocznego Użytkownika GG™ nie przemawia to w ogóle.

Tak, nagminnie stosuję białe słoneczko na Gadu-Gadu. Do tego stopnia, że część moich znajomych z listy (w szczególności ziomków z uczelni) wie już, że moja obecność (czytaj: ustawienie statusu “Dostępny”) oznacza sytuację “alarmową”: albo pilnie czegoś potrzebuję, albo jestem ekstremalnie znudzony i mam ochotę na niezobowiązującą rozmowę dla zabicia czasu (taki odpowiednik statusu “Chętnie pogadam” na Jabberze). I nie wyobrażam sobie, by miało być inaczej, zwłaszcza że tama sama część znajomych wie, że między godz. 19 a 23 jest duża szansa, by mnie złapać.

Po pierwsze - używam dwóch kont Jabbera i MSN, na których mój status “Zaraz wracam” znaczy “Zaraz wracam”, a “Nie przeszkadzać” rzeczywiście sygnalizuje, że jestem zawalony robotą. Zresztą pal licho Jabbera. Mój numer Gadu-Gadu traktuję podobnie do skrzynki e-mail albo telefonu komórkowego. Jeżeli ktoś ma do mnie ważną sprawę - wolę, aby napisał wiadomość i ją zostawił, zamiast robić podchody.

I zanim zostanę zjedzony za zabijanie idei komunikatora przypomnę tylko, że GG nie jest moim jedynym (ani najważniejszym) środkiem komunikacji. Istnieją też SMSy, maile, prywatne wiadomości na naszej-klasie i wielu innych serwisach społecznościowych. Krótko - ludzie z ważnymi sprawami znajdą sposób, by do mnie dotrzeć, a ja nie czuję potrzeby świecenia słoneczkiem przy każdej możliwej okazji. Ideologia ideologią - gdyby jednak miała ona aż takie znaczenie od strony praktycznej (w szczególności dla twórców protokołu GG), to status “niewidoczny” dawno by nie istniał.

Poza tym nie zawsze mogę sobie pozwolić na pełną dostępność. Bombus (program, którego używam w komórce do łączenia się z Jabberem, a tym samym także z GG), mimo pełnej palety funkcjonalności jak na klienta Jabbera przystało, nie jest tak komfortowy jak jego desktopowe odpowiedniki. Przywalenie kilkunastoma linijkami wiadomości nie jest wykrętem, lecz sytuacją z życia wziętą.

Dodam też, że moich danych nie ma w katalogu publicznym i mam odhaczone “tylko dla znajomych”.

Zgadzam się za to, że zaczynanie rozmowy od “jesteś” jest dziwne. Osobiście wolę zostawić rozmówcy wiadomość z opisem sprawy i poczekać, aż ją odczyta i zareaguję. Czasami dodaję “odezwij się jak będziesz”, co sygnalizuje konieczność omówienia szczegółów. Zaś do spraw ważnych i pilnych stosuję telefon, SMSy oraz (gdy jest to możliwe) kontakt bezpośredni. Proste i skuteczne.

Tak to wygląda w moim przypadku. Spełnia moje założenia w 100%. Możliwe, że w tym momencie przypominam tych wszystkich ludzi, którzy mimo jabberowej propagandy uparcie trzymają się Gadu-Gadu, ale w tym momencie argument o tym, że “działa” i “można, więc dlaczego nie” nie jest taki bezzasadny jak by się wydawało.

3 Responses to “Odwieczny problem z Gadu-Gadu”


  1. 1 Nowaker

    Po przeczytaniu tego wpisu sam nie wiem, co chciałeś przekazać. Najpierw mówisz, iż rozmowa na GG ma z życiem niewiele wspólnego, a później że jesteś przez GG i nie tylko – prawie zawsze uchwytny. Gdybyś mógł mi rozjaśnić ;) Dorzucę przy okazji trochę swoich przemyśleń.

    Ja sobie zdaję sprawę, iż rozmowa GG nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością i dlatego zawsze jestem niewidoczny (dokładnie – od października 2007). W zasadzie z GG korzystam do komunikacji z jedną osobą – ze wspólnikiem do wymiany nowych pomysłów na biznes (choć ważniejszy jest i tak e-mail, bo w mailu nic nie ginie, a rozmowa GG jest ulotna). Do kilku innych osób GG służy mi jako szybki-wysyłacz-linków.

    Nie preferuję GG jako sposobu załatwiania spraw. Jeśli ktoś odzywa się na GG z jakąś „sprawą” to w 99% jest to najzwyklejsze zawracanie tyłka błahostkami (nieumiejętność używania Google). Odpowiadanie kilkunastu osobom dziennie nie jest przyjemne.

    To samo tyczy się SMS-a. Ktoś wysyła mi: „sluchaj mam problem z kompem bo mi neostrada nie chce chodzic pisze ze blad 791”. Przecież to jego sprawa, a nie moja, więc to on powinien zadzwonić, a nie ja mu odpisywać jeszcze. Przez te wszechobecne SMS-y i GG ludzie chcą, aby rozwiązywać ich problemy przy ich zaangażowaniu równym zeru. Gdy ja coś od kogoś chcę, to nawet nie śmiem wysyłać SMS-ów. Dzwonię, bo jestem świadomy, że to moja sprawa, a nie tego kogoś. Nie będę go też narażał na niepotrzebne koszty.

    Na koniec dodam, że wolę Jabbera – w przeciągu pół roku serwer padł może dwa razy, a GG to kto to wie…

  2. 2 Lukem

    Dzięki za komentarz, już tłumaczę.

    Pisząc, że rozmowa na GG nie ma wiele wspólnego z „realem” miałem na myśli, że nie można jej porównać z normalną rozmową twarzą twarz z człowiekiem. Brak kontaktu wzrokowego, bezpośredniej uwagi rozmówcy no i przede wszystkim forma – na GG piszemy krótko i treściwie, zaś na żywo mówimy płynnymi strumieniami słów. Trochę nieprecyzyjnie się wyraziłem, zaraz poprawię.

    GG jako sposób załatwiania spraw – zależy od mentalności rozmówców. Fakt, nie przyjąłbym tym kanałem zlecenia czy nie potwierdziłbym aukcji na Allegro, ale codzienne drobnostki typu „co jutro zadane na gramatykę” (to akurat już historia ;)) spokojnie załatwiam właśnie via GG. Nie mam też nic przeciwko, jeśli ktoś tak samo zwróci się do mnie w podobnej sprawie.

    Poważniejsze problemy – typu ten o Neostradzie – to już inna bajka. Jeżeli ktoś dzwoni do mnie w takiej sprawie, to jedyne co mogę zrobić to postawić ogólną (i przeważnie niezbyt pomocną) diagnozę i zaproponować termin odwiedzin…

    I ja wolę Jabbera, z tego i wielu innych powodów. ;)

  3. 3 Nowaker

    Hm, no to teraz wszystko się zgadza :) Fakt, nie pomyślałem o szybkich pytaniach „co na jutro” – może dlatego, że mamy dobre forum i starosta zaznacza w kalendarzu ważne daty.

    P.S. Niedługo gadanie na GG się zmniejszy, bo wspólnik kupuje mikrofon i będziemy gaworzyć na TeamSpeaku – szybsze i wygodniejsze to niż klepanie w klawiaturę.

Leave a Reply