GDocs i Zoho vs MS Office
21.06.2008, 22:22 - KomputeryCoraz bardziej przekonuję się do Dokumentów Google i stojącej za nimi idei wyparcia stacjonarnego pakietu biurowego na rzecz aplikacji sieciowej. Na dzień dzisiejszy zarówno wywodzący się od Writely produkt wielkiego G, jak i jego konkurent spod znaku Zoho są już dość rozwiniętymi narzędziami pozwalającymi na dostęp i edycję dokumentów z dowolnego komputera podłączonego do internetu.
Dodać wypada, że obie aplikacje prężnie się rozwijają, choć dodawane funkcje (jak na przykład niedawne wprowadzenie obsługi PDF w GDocs) mimo swojej przydatności na razie nie są na tyle powalające, by ludzie zaczęli masowo migrować ze swoimi pismami czy arkuszami na serwery Google czy Zoho. Trudno w ogóle powiedzieć czy kiedykolwiek taka sytuacja nastanie. Ale ja nie o tym chciałem napisać.
Pisanie mojej pracy licencjackiej było długim i specyficznym procesem. Pierwszym etapem była bieżąca wymiana fragmentów między mną a promotorem (wszystko w formie drukowanej i bez większych wymagań odnośnie formatowania - pełen nacisk na treść). Potem następowały prace edytorskie obejmujące dostosowanie pracy do wymagań uczelni (odpowiednia strona tytułowa, czcionka Times New Roman 13pt, interlinia na półtora wiersza, numeracja stron). Początkowo używałem OpenOffice.org Writera, jednak"finishing touches" to był już MS Word. Cały czas zastanawiałem się, czy to wszystko byłoby możliwe za pomocą Dokumentów Google.
Odpowiedź na dzień dzisiejszy brzmi oczywiście: nie. Dotknęliśmy ten temat z Pawłem Wimmerem w komentarzach do jego wpisu. Na przykładzie swojej pracy doszedłem do wniosku, że nie mam zbyt wielkich wymagań odnośnie funkcjonalności edytora (a przynajmniej tak mi się wydaje):
- możliwość pisania niestandardowymi rozmiarami czcionek (w GDocs z paska dostępne są parzyste liczby od 8 do 36pt, nie można niestety wpisać rozmiaru z "palca"; AFAIR to samo tyczy się Zoho);
- możliwość ustawienia dowolnego odstępu między wierszami (zauważyłem, że w Zoho już jest);
- automatyczna numeracja stron;
- sensowne zachowanie tabulatorów, najlepiej w oparciu o linijkę taką jak w edytorach desktopowych (tutaj punkt dla Zoho za kroki w dobrym kierunku);
- i pewnie jeszcze kilka przeoczonych opcji by się znalazło...
Nie jest to bynajmniej kompletna lista jeśli chodzi o wszelką funkcjonalność na potrzeby nauki. W każdym razie ich obecność (koniecznie wszystkich razem w jednym produkcie) byłaby dla mnie wystarczającym powodem, by zrezygnować całkiem z MS Worda czy OO.org Writera.
Część z tych opcji można w GDocs w pewnym sensie ominąć, albowiem ichnie dokumenty można formatować w HTML/CSS. Powiedzmy sobie jednak szczerze - nawet jako webdesigner z niezłą znajomością wspomnianych języków nie czuję się tym usatysfakcjonowany. Dlaczego? Bo każdorazowe "gmyranie" w znacznikach to dodatkowy cenny czas. W takich kwestiach stosuję podejście ZU i wolę sprawdzone metody zamiast pionierstwa kosztem niewygody.
W przyszłym roku będę pisał kolejną pracę licencjacką (tym razem na studiach zaocznych) i potencjalna sytuacja wygląda całkiem nieźle. Mój przyszły promotor jest człowiekiem, któremu nowoczesne technologie, a w szczególności dobrodziejstwa internetu nie są obce, toteż zatwierdzanie fragmentów pracy będzie możliwe drogą mailową - a wtedy mogę pisać teksty nawet w Notatniku. Tyle, że GDocs, w przeciwieństwie do Worda i Notatnika, umożliwi mi pisanie także poza moim stacjonarnym komputerem, np. w kafejkach internetowych (których, nawiasem mówiąc, nie odwiedzałem od wielu lat).
A co do przyszłości szeroko rozumianych pakietów biurowych online - jestem dobrej myśli. Zarówno GDocs jak i Zoho zapewne jeszcze pójdą do przodu, szczególnie że wzajemna konkurencja może stymulować ich rozwój.
Aha, dwie sprawy - być może oczywiste. Nie faworyzuję tutaj ani jednej ani drugiej usługi, stąd używałem nazw GDocs i Zoho na przemiennie. Ponadto trochę uogólniłem sytuację, sprowadzając ją tylko do edytorów tekstowych. Istnieją także inne komponenty (w tym arkusze kalkulacyjne, programy do prezentacji, notatniki i wiele innych), których jednak nie uwzględniłem z wiadomego względu - nie używam ich zbyt często.
Poza tym nie wspomniałem ani słowem o Office Live Workspace, który doczeka się moich testów za jakiś czas, podobnie jak kwestie synchronizowania dokumentów Worda z GDocs (po których nie spodziewam się wiele, ale wrodzona ciekawość chyba nie pozwoli mi tego nie sprawdzić).
PS. No proszę. Microsoft poklepał ODF po plecach. Tylko że na razie wygląda to jak w kreskówkach z Tomem i Jerrym: chwilowy, niekoniecznie całkowity rozejm. Do czasu. Bo co do finiszu takiego jak z HD-DVD to ja nie byłbym taki pewien.
Komentarze do wpisu:
- lenrock
21.06.2008, 23:49
To może trochę ja opisze swoje doświadczenia. Na razie Gdocs przekonał mnie w wykorzystaniu przy projektach grupowych. Wspólna edycja przydaje się bardzo, i w tym momencie małe ma znaczenie formatowanie to co jest wystarcza. Jedyne czego brakuje to spisów treści(automatycznych) i numeracji stron. Ale za to da się oznaczyć poziomy nagłówków i eksportować do OpenOffica , on spis treści generuje na podstawie tych nagłówków bardzo porządny.
Zoho odpadł gdy zobaczyłem eksport do PDF’a , jest niestety niedopracowany, ale za to ma fajne upublicznienie dokumentów. Co do pracy magisterskie którą właśnie zaczynam to być może nawet będę prezentował promotorowi jako gdocs. gdyż końcowe formatowanie i tak wykonam w OpenOfficie, a w między czasie wypracowałem sobie wystarczająco ładny CSS dla publisha w GDocs’ach , który mi wystarcza do tego by dokumenty były czytelne (choć marzy mi się jeszcze zrobienie przeglądanie bookmarków tak jak w readerach pdf) Livio 22.06.2008, 0:12
Microsoft nie poklepał ODF po plecach, tylko marketingowo zagrał.
- Wimmer
22.06.2008, 0:20
@Kornel – numeracja w GDocs jest możliwa. Pisałem o tym kiedyś w blogu:
http://poradnikwebmastera.blox.pl/2008/03/Dynamiczna-numeracja-stron-w-Google-Docs.html
Znacznie lepiej oczywiście radzi sobie ze spisem i numeracją Zoho. - KosciaK
22.06.2008, 10:39
O Zoho za bardzo się wypowiadać nie mogę, bo mimo, że trochę znam to zbyt często nie używam – wydaje się zbyt kobylaste i takie ciężkie. Ale wydawało mi się, że ma sporo funkcji edycyjnych.
Co do GDocs, z którego coraz częściej korzystam. Pierwszym i podstawowym błędem jest porównywanie GDocs z Officem – to całkowite nieporozumienie, które jest źródłem niedocenienia Gdocs. GDocs IMHO nie ma nawet aspiracji stać się MS Wordem (już szybciej Zoho stara się to uzyskać). Jak dla mnie GDocs to odpowiednik traktowanego po macoszemu windowsowy WordPad. Jedynie najważniejsze opcje do podstawowej edycji tekstu (ale nie edycji w sensie prac edytorskich, składu!). I tu GDocs sprawdza się więcej niż znakomicie.
Pisze w nim dokumenty, które i tak nigdy nie będą drukowane – będą istnieć jedynie w internecie. Jeśli i tak będę tekst wysyłał mailem czy publikował na stronie to skład do druku staje się zbędnym balastem. Ważna jest prostota i stały dostęp do dokumentu. Gdy potrzebna jest praca w grupie nad tekstem to GDocs jest nieoceniony. Lukem 22.06.2008, 21:15
lenrock: Dzięki za komentarz. Nie uskuteczniałem jeszcze grupowej edycji dokumentów, mam za to podobne plany odnośnie prezentacji fragmentów bezpośrednio w GDocs.
Livio: Jak zwał tak zwał, czekam na realne efekty tej deklaracji (w które, zdaje się, obaj niekoniecznie wierzymy)...
Wimmer: Umknął mi ten wpis, dzięki za przypomnienie. Sposób mało elegancki (edycja HTML dokumentu, o której wspomniałem we wpisie), ale jak najbardziej prosty i skuteczny.
KosciaK: Tu się zgodzę – doceniam GDocs jako nośnik dokumentów elektronicznych, choć faktycznie do Worda wciąż mu daleko. Spójrzmy jednak inaczej – jeśli 80% użytkowników Worda wykorzystuje tylko 20% jego funkcji, to brakujących opcji edycyjnych w GDocs nie ma aż tak wiele. No i faktycznie zależy to od polityki Google, które i tak zrobiło już wiele w kierunku „umobilnienia” niektórych usług…
- Inez
29.06.2008, 11:39
A ja powiem tylko tyle, że googlowskie dokumenty nie są tak dobre i praktyczne jak te z Microsoftu. A przynajmniej ja nie mogłabym się do nich przekonać. No… Może oprócz tego, że można z nich korzystać wszędzie tam, gdzie jest Internet. No ito PDF... :)
Lukem 29.06.2008, 16:51
Jak to mówią – na bezrybiu itd. itp. ;)
Łukasz Wójcik