Nadejszła wiekopomna chwila
28.06.2008, 13:02 - OsobisteW dniu wczorajszym nastąpił dzień, którego poniekąd oczekiwałem przez trzy lata moich studiów - odebrałem dyplom ukończenia uczelni, w związku z czym mogę, oprócz szukania pracy w polskim sektorze edukacji, wpisywać w profilach serwisów społecznościowych "anglista z wykształcenia". 3 lipca okaże się, czy przy okazji stałem się także licencjatem Uniwersytetu Warszawskiego.
I w ramach chwili szczerości mogę śmiało powiedzieć, że po trzech latach intensywnej nauki angielskiego wiele się zmieniło w moim postrzeganiu pewnych spraw i nie czuję się z tym tak, jakby chciało wielu moich znajomych z "zewnątrz". Tak naprawdę realna wiedza oraz znajomość języka to w tym momencie sprawy marginalne.
Cofnijmy się nieco w czasie. Przez cały okres gimnazjum i liceum uważałem się za dobrego z angielskiego. Tak w zasadzie było - kolejne nauczycielki potrafiły mnie dostrzec i docenić, choć warunki szkolne nie pozwalały na zbyt wiele. Sporo się uczyłem samodzielnie, choćby na "korkach", w związku z czym praktycznie zignorowałem przedmaturalne "rozszerzenia" (dodatkowe zajęcia) z angielskiego i zdałem maturę z niezłym wynikiem.
Z wysokim poziomem wiary w swoje umiejętności poszedłem tam, gdzie poszedłem. Okazało się, że osób myślących podobnie jak ja jest znacznie więcej. O ile wcześniej angielski służył mi do okazjonalnego odczytywania komunikatów w grach, napisów w filmach oraz rozwiązywania testów maturalnych, tak tym razem miałem pisać, czytać, mówić i słuchać po angielsku przez trzy lata z niewielkimi przerwami. Tak właśnie było.
Po tym czasie wyszedłem z przekonaniem, że wciąż jest wiele rzeczy/treści, których nie udało mi się dostatecznie dobrze zrozumieć. Nie mówię i nie piszę tak jak native speaker. Często korzystam ze słówników, czasami w dość oczywistych przypadkach. Ogólnie mówiąc - to, że przez trzy lata praktycznie żyłem w innym języku, nie zrobiło ze mnie wielkiego guru, jak myślą czasem niektórzy.
Poza tym nauczyłem się na studiach kilku fundamentalnych prawd na temat testów i kolokwiów wszelakich. W zasadzie nie jest ważne, ile się rzeczywiście umie i jak długo się uczyło. O moich zaliczeniach często decydowało najzwyklejsze w życiu szczęście, nie wspomagane wcale nadmiarem wiedzy. Warto czasem na nie liczyć i nie stresować się w krytycznych momentach - wbrew pozorom niewiele trudniej to uczynić, niż napisać.
Jeszcze tylko wyniki egzaminu licencjackiego, egzamin z prawa handlowego i poprawka z prawa urzędniczego i wakacje. :)
Komentarze do wpisu:
- Wimmer
28.06.2008, 15:46
Congrats :-)
- Tomasz Fiedoruk
28.06.2008, 17:08
Gratulejszyn :)
- brt12
28.06.2008, 18:59
Brawo Łukasz! A co do nauki angielskiego, ja się tak naprawdę nauczyłem zdając maturę w Wielkiej Brytanii, obecnie moje studia są w 100% po angielsku, większość ze znajomych nie mówi po Polsku i tak dalej, ale wciąż mógłbym od siebie wiele wymagać. Niemniej jednak myślę, że nawet od swojej polszczyzny mógłbym oczekiwać więcej, to tylko kwestia perspektywy… ;)
John Cooper 29.06.2008, 7:48
Gratulacje
- Inez
29.06.2008, 11:34
Wobec tego nic innego mi nie pozostało jak tylko szczerze (w języku polskim :P) pogratulować! W każdym razie ja Cię podziwiam. Nie mogłabym studiować filologii angielskiej. Nie dlatego, że nauka angielskiego szła mi jakoś opornie. Po prostu ten język jest okropny, nie lubię go. A wszystko przez pewną panią w liceum, która skutecznie mi go obrzydziła (podła franca, naprawdę).
Lukem 29.06.2008, 16:50
Serdecznie dziękuję. :)
brt12: Zazdroszczę mimo wszystko, choć studia w całości po angielsku – jak się już przekonałem – nie są aż tak straszne, jak brzmią. Chociaż też zależy to od ludzi z którymi się obcuje. No i fakt, jak na native’a polszczyzny też nie czuję się orłem. :)
Inez: Generalnie mam dobre wspomnienia o nauczycielach angielskiego, choć z poziomem różnie bywało. Niemniej, nie wyobrażam sobie studiów na przykład po niemiecku… :)
- CoSTa
30.06.2008, 9:50
Spóźnione ale z głebi serducha – gratulacje!
Lukem 30.06.2008, 10:43
Również dziękuję. :)
Łukasz Wójcik